Epilepsja u 8-latki

Po wizycie we Wrocku na kontrolnym badaniu Libry w Klinice UP, mój świat z początkiem listopada (ponownie!) lekko się jakby zawalił. Po pierwsze, podważono całkowicie poprzednią diagnozę (wpis z wcześniejszą diagnozą), jakoby Libra cierpiała na zapalenie opon mózgowych, czy jakąkolwiek inną przypadłość związaną z mózgiem a widoczną na rezonansie. Oznaczało to, że faszerowanie ją stertą leków, w tym sterydami, było zupełnie niepotrzebne i równie niepotrzebne obciążało jej organizm. Po drugie, po ponownym wykonaniu badania MRI mózgu (które było jedynie wyraźniejsze i bardziej czytelne niż to pierwsze z Orzesza) oraz przebadaniu płynu mózgowo-rdzeniowego lekarze orzekli, że nie widać tam absolutnie nic niepokojącego i mózg ma jak z obrazka, co pozwoliło im z radością orzec, że Libra cierpi na padaczkę genetyczną. Diagnoza jest podobno jedną z najlepszych w tym przypadku – stąd ta “radość” i weterynarze uspokajali mnie, że to naprawdę nic strasznego. Nie potrafiłam im uwierzyć i dalej ciężko mi się pogodzić z myślą, że moja Dziubinia ma padaczkę i nic tego już nie zmieni. Podobno przebieg Libry choroby jest dość łagodny. Dość nietypowy jest fakt, że pierwsze objawy pojawiły się tak późno. Libra miała 8 lat i 4 miesiące, gdy dostała pierwszego ataku typu petit mal, tydzień później grand mal. Do tej pory, z różnych powodów miała 4 duże ataki z drgawkami i kilka petit, które tak samo ciężko policzyć, jak czasami rozpoznać.
Od 6go listopada Libra bierze dwa razy dziennie po pół tabletki leku Pexion. To podobno powszechnie już stosowany u psów lek padaczkowy w Stanach. W Europie jest uznawany w dalszym ciągu za nowość, chociaż może to zależy od gabinetu i okolicy. Rzekomo ma mniej zgubny wpływ na wątrobę niż inne leki na epilepsję, nie zamula psa i ryzyko skutków ubocznych jest również mniejsze. Początkowo głównym pytaniem było, czy będzie działał na Librę, bo z tym podobno bywa różnie. Odnoszę wrażenie, że działa, chociaż pierwsze efekty mogłam zauważyć dopiero po 3 tygodniach (podobno tyle potrzeba, żeby lek się wysycił). W międzyczasie Libra miała dwa duże ataki – pierwszy dzień po badaniu w klinice (stres) i przymusowym wymiotowaniu ukradzionymi szyjkami gęsimi, drugi na spacerze po usłyszeniu strzału (jak na mój gust, coś spadło na pobliskiej budowie, ale Libra uznała, że to wystrzał i dostała drgawek).
Prawie cały listopad Libra przechodziła w pieluchach dla psów (z dziurką na ogonek :) ). Encorton tak rozregulował pracę jej nerek, że wieczorami popuszczała mocz, a i wielkie kałuże zdarzały się jej przez sen. Steryd odstawiliśmy w tydzień po badaniu we Wrocławiu – do tej pory łykała go przez 7 tygodni totalnie bez sensu. Sytuacja z sikaniem ma się obecnie lepiej, póki co pielucha wędruje na czarną pupkę tylko na noc – tak w razie czego. Myślę, że za tydzień pozbędziemy się jej całkiem.
Cały ten czas “leczenia zapalenie opon mózgowych” i pierwsze tygodnie ze świadomością, że to jednak padaczka były dla nas koszmarem. Bardzo powoli wychodzę z histerycznego przeżywania każdych objawów złego samopoczucia Libry. Podczas ataków od początku zachowywałam spokój i opanowanie, “żeby tylko nie pobudzać jej dodatkowo”, “żeby czuła się przy mnie bezpiecznie”. Jednak czas pomiędzy był ciężki. Wpatrywałam się tępo w Kinię szukając sygnałów następnego ataku – to ją na pewno trochę stresowało. W nocy budziłam się przy każdym stuknięciu, pisku, mruknięciu, etc. plus początkowo wychodziłam z Librą w nocy na siku co 3 godziny. Myślę, że zanim wyjdziemy na całkowitą prostą (ja wyjdę!), musi minąć jeszcze trochę czasu.
Póki co Li ma się chyba lepiej. Jest spokojniejsza, chociaż faktycznie nie jest zamulona i osowiała. Jedyną zmianę jaką zauważyłam w jej zachowaniu jest bardzo twardy i głęboki sen, co czasami nie jest takie złe. Chociażby podczas ostatniego pokazu fajerwerków niedaleko naszego domu, kiedy Libra spała i nawet nie drgnęła. Za dwa miesiące mamy pokazać się we Wrocku na kontroli. Zobaczymy co przyniesie czas. Trzymajcie kciuki!

read more