Sylwester nie trwa 1,5 miesiąca

Na licznych grupach fejsbukowych, od kiedy tenże istnieje, toczy się bezsensowna walka psiarzy z fanami fajerwerków i petard. Jak dla mnie, to walka z wiatrakami, więc nie proszę, nie argumentuję, nie tłumaczę, tylko w ten dzień wyjeżdżam z dala od tego umysłowego średniowiecza, które jak tlenu potrzebuje puścić w powietrze z kolorowym dymem kilka stówek w tę najgorszą noc w roku.
Osobiście nie potrafię zrozumieć właścicieli psów, którzy w tę noc zostają w domu w centrum miasta lub nawet przedkładają dobrą imprezę nad psa, który się naprawdę boi i źle znosi strzały (może nie powinnam oceniać, każdy robi co uważa, ale ja tego po prostu nie pojmuję i się nie przechodzę obojętnie). Być może są psy, którym podanie tabletki pomoże na tyle, że poradzą sobie ze stresem całkiem znośnie (pod warunkiem, że nie podajemy psu Sedalinu lub innego świństwa, które robi więcej szkody niż pożytku, zainteresowanych wysyłam do wujka googla). Osobiście czuję się po prostu odpowiedzialna za moje psy, a to się wiąże z zapewnieniem im bezpieczeństwa, również w ten dzień.

read more

Epilepsja u 8-latki

Po wizycie we Wrocku na kontrolnym badaniu Libry w Klinice UP, mój świat z początkiem listopada (ponownie!) lekko się jakby zawalił. Po pierwsze, podważono całkowicie poprzednią diagnozę (wpis z wcześniejszą diagnozą), jakoby Libra cierpiała na zapalenie opon mózgowych, czy jakąkolwiek inną przypadłość związaną z mózgiem a widoczną na rezonansie. Oznaczało to, że faszerowanie ją stertą leków, w tym sterydami, było zupełnie niepotrzebne i równie niepotrzebne obciążało jej organizm. Po drugie, po ponownym wykonaniu badania MRI mózgu (które było jedynie wyraźniejsze i bardziej czytelne niż to pierwsze z Orzesza) oraz przebadaniu płynu mózgowo-rdzeniowego lekarze orzekli, że nie widać tam absolutnie nic niepokojącego i mózg ma jak z obrazka, co pozwoliło im z radością orzec, że Libra cierpi na padaczkę genetyczną. Diagnoza jest podobno jedną z najlepszych w tym przypadku – stąd ta “radość” i weterynarze uspokajali mnie, że to naprawdę nic strasznego. Nie potrafiłam im uwierzyć i dalej ciężko mi się pogodzić z myślą, że moja Dziubinia ma padaczkę i nic tego już nie zmieni. Podobno przebieg Libry choroby jest dość łagodny. Dość nietypowy jest fakt, że pierwsze objawy pojawiły się tak późno. Libra miała 8 lat i 4 miesiące, gdy dostała pierwszego ataku typu petit mal, tydzień później grand mal. Do tej pory, z różnych powodów miała 4 duże ataki z drgawkami i kilka petit, które tak samo ciężko policzyć, jak czasami rozpoznać.
Od 6go listopada Libra bierze dwa razy dziennie po pół tabletki leku Pexion. To podobno powszechnie już stosowany u psów lek padaczkowy w Stanach. W Europie jest uznawany w dalszym ciągu za nowość, chociaż może to zależy od gabinetu i okolicy. Rzekomo ma mniej zgubny wpływ na wątrobę niż inne leki na epilepsję, nie zamula psa i ryzyko skutków ubocznych jest również mniejsze. Początkowo głównym pytaniem było, czy będzie działał na Librę, bo z tym podobno bywa różnie. Odnoszę wrażenie, że działa, chociaż pierwsze efekty mogłam zauważyć dopiero po 3 tygodniach (podobno tyle potrzeba, żeby lek się wysycił). W międzyczasie Libra miała dwa duże ataki – pierwszy dzień po badaniu w klinice (stres) i przymusowym wymiotowaniu ukradzionymi szyjkami gęsimi, drugi na spacerze po usłyszeniu strzału (jak na mój gust, coś spadło na pobliskiej budowie, ale Libra uznała, że to wystrzał i dostała drgawek).
Prawie cały listopad Libra przechodziła w pieluchach dla psów (z dziurką na ogonek :) ). Encorton tak rozregulował pracę jej nerek, że wieczorami popuszczała mocz, a i wielkie kałuże zdarzały się jej przez sen. Steryd odstawiliśmy w tydzień po badaniu we Wrocławiu – do tej pory łykała go przez 7 tygodni totalnie bez sensu. Sytuacja z sikaniem ma się obecnie lepiej, póki co pielucha wędruje na czarną pupkę tylko na noc – tak w razie czego. Myślę, że za tydzień pozbędziemy się jej całkiem.
Cały ten czas “leczenia zapalenie opon mózgowych” i pierwsze tygodnie ze świadomością, że to jednak padaczka były dla nas koszmarem. Bardzo powoli wychodzę z histerycznego przeżywania każdych objawów złego samopoczucia Libry. Podczas ataków od początku zachowywałam spokój i opanowanie, “żeby tylko nie pobudzać jej dodatkowo”, “żeby czuła się przy mnie bezpiecznie”. Jednak czas pomiędzy był ciężki. Wpatrywałam się tępo w Kinię szukając sygnałów następnego ataku – to ją na pewno trochę stresowało. W nocy budziłam się przy każdym stuknięciu, pisku, mruknięciu, etc. plus początkowo wychodziłam z Librą w nocy na siku co 3 godziny. Myślę, że zanim wyjdziemy na całkowitą prostą (ja wyjdę!), musi minąć jeszcze trochę czasu.
Póki co Li ma się chyba lepiej. Jest spokojniejsza, chociaż faktycznie nie jest zamulona i osowiała. Jedyną zmianę jaką zauważyłam w jej zachowaniu jest bardzo twardy i głęboki sen, co czasami nie jest takie złe. Chociażby podczas ostatniego pokazu fajerwerków niedaleko naszego domu, kiedy Libra spała i nawet nie drgnęła. Za dwa miesiące mamy pokazać się we Wrocku na kontroli. Zobaczymy co przyniesie czas. Trzymajcie kciuki!

read more