W końcu Sopot!

Trójmiejska edycja zawodów serii DCDC była dla nas zawsze jakoś tak dziwnym trafem nieosiągalna. Za każdym razem, gdy zbliżały się zawody w Sopocie pojawiały się jakieś przeszkody i wyjazd trzeba było odwołać. Tym razem się udało, aczkolwiek w tym roku zawody frisbowe Dog Chow spędzam po tej drugiej stronie, jako sędzia kategorii wszelakich i w Sopocie też biegałam głównie w białej koszulce sędziowskiej.
Ocenianie psów Openowych, bo do tej pory głównie na tym polegało moje zadanie, zaczęło sprawiać mi wielką frajdę. Teamy prezentujące freestyle’e na zawodach są na naprawdę wysokim poziomie, więc sędziowanie tak dobrze przygotowanych i wytrenowanych psów to czysta przyjemność.
Pomagałam również na linii przy konkurencjach dystansowych, a także miałam swój debiut w postaci Głównego Sędziego Toss&Fetch do Openów.
 photo sopot2013.jpg
fot: Kasia Piotrowska
Ze swoimi psami wystartowałam w Super Pro Toss & Fetch. Z Monem strasznie spaprałam sprawę, bo mimo, że Monuś biegał z użyciem mózgu, śledził lecący dysk i starał się bardzo zacnie, to ja rzucałam mu na boki, a w drugiej rundzie wyrzuciłam mu dysk w publiczność i w ogóle nic z tego nie wyszło. Niemniej jestem z niego bardzo zadowolona, bo nie robił głupot, był skupiony i odrywał dupsko! Odkryłam, że on odrywa 4 łapy dopiero jak jest już trochę zmęczony – co za pies! Zaczęłam przy tej okazji dostrzegać światełko w tunelu. Może jednak pokusić się o freestyle na przyszły sezon?
Z Librą wyszło odrobinę lepiej, bo rzuciłyśmy w pierwszej rundzie 19pkt. W drugiej dużo gorzej, bo tylko 11, ale moje rzuty niesione przez wiatr lub dociskane do ziemi często były po prostu nie do złapania. Libra zrobiła swoje, mimo, że jej powroty z dyskiem w niczym nie przypominają tego co Libra robiła gdy trenowałyśmy co jakiś czas.
W Record Chase chciałam “sobie rzucić”, żeby przekonać się jak niedaleko i lamersko jestem w stanie rzucać :P. No i wszystkie rzuty miałam bardzo podobne, a najdalszy 43,3m – wszystkie wyłapane przez Kicinkę. Jak się okazuje, mój wynik to mocna 4ta strefa. Wygląda na to, że potrafię czasem rzucić jak należy, tylko nie wtedy kiedy naprawdę trzeba albo mi zależy.

read more

Rzut pufą na odległość… do wody!

Librutka była na DCDC w Poznaniu i tradycyjnie, oprócz łapania dekli, skakała również do wody. Dog Diving w wykonaniu Libry jest dość mało widowiskowy, bo Kicia nie skacze zbyt daleko, ale udało jej się pobić osobisty rekord i skoczyła 4,95m! Była cudowna! Mam wrażenie, że jej tegoroczne susy nad jeziorem są jakby dalsze i ładniejsze, ale basen otoczony ludźmi to inna sprawa, a i tu skoczyła dalej niż do tej pory. Od kiedy zaczęłam jej rzucać odwrócone fastbacki do wody, powrót na brzeg trwa całe wieki, bo Kicia celebruje fakt posiadania frisbiacza w wodzie, przelewa sobie wodę z boku na bok, robi kółeczka, płynie wężykiem i zupełnie się nie spieszy. Jedno się nie zmieniło – Li w dalszym ciągu wygląda jak pływająca pufa i jej unoszone przez wodę kłaki żyją własnym życiem, ale to tylko dodaje jej uroku ;)
fot: Andrzej Podgórski
 photo lidd.jpg
Na Tossie Li startowała z Tomkiem. To był Tomka debiut, a jako, że Libra rzadko zawodzi, wystąpili razem. Decyzja o wyjeździe do Poznania zapadła dość niespodziewanie i krótko przed zawodami, więc udało nam się tylko 2 razy wyskoczyć na frisbowe rzucanie, ale to chyba wystarczyło, żeby nie pojechać całkiem na żywca.
Tomka trochę zeżarł stres, w dodatku ja rozdarłam papę na Librę, która zamiast wracać, zaczęła się bawić dyskiem po którymś tam rzucie i to go rozproszyło jeszcze bardziej, ale ogólnie nie było źle. W niedzielnej turze poszło im o wiele lepiej niż w sobotę i debiut można zaliczyć do udanych.
Mon był zmuszony startować ze mną. W Dog Divingu w sobotę skoczył 6,05m, czyli tyle ile jego zeszłoroczny rekord. Z kolei jego niedzielne 5,95m nie dało mu kwalifikacji do finału i odpadliśmy w półfinale na 7mym miejscu. W ogóle, wydaje mi się, że ostanio monowe skoki do wody wyglądają coraz gorzej, bo zamiast się wybijać w górę, pikuje dziobem w wodę, a ja nie wiem jak to zmienić i co robić żeby nauczyć go skakać dalej. No ale żyjemy bez tego, póki co ;)
fot: Natalia Karpińska Photography
 photo mondd.jpg
W tossie, jakimś dziwnym trafem udało nam się zakwalifikować (z 15go miejsca) do Finału Krajowego. Powinnam podziękować Czechom, że zjawili się w tak nielicznej grupie, bo to wyłącznie tego zasługa ;)

read more

Sielinkowe frisbee +frisbożale

Gdyby nie fakt, że podczas niedzielnych startów trzęsłam się ze stresu jak osika, pewnie do końca nie poczułabym, że pojechałam na zawody. Coś niesamowitego! Nie mam zbyt bogatego doświadczenia jeśli chodzi o startowanie na różnorodnych zawodach, bo deklami rzucałam wyłącznie na DCDC i zawody dystansowe w Sielinku były dla mnie czymś nowym i bardzo zaskakującym. Piknikowa atmosfera, świetne towarzystwo i latające talerzyki – prawdziwa sielanka!

read more